No właśnie. Z pewnością niewiele osób kiedykolwiek zastanawiało się nad odpowiedzią na to pytanie. Większość skupiła się na wymyślaniu kolejnych podłych kłamstw na temat Michaela. Ludzie woleli słuchać podłych oskarżeń mediów, zamiast zwrócić uwagę na to, co król popu przekazywał nam w swoich piosenkach i teledyskach.
1.Zacznijmy może od Earth song. Michael uświadamia nam w niej, co robimy z naszą planetą, że kompletnie niszczymy środowisko naturalne, że doprowadzi to do tragedii...
2. Black or white - tytuł mówi sam za siebie. W teledysku Mike sprzeciwia się rasizmowi, w samym tekście piosenki oczywiście też.
3. Heal the world - tutaj Michael śpiewa o tym, że jesteśmy w stanie uczynić ten świat lepszym miejscem. Miejscem, w którym każdy będzie mógł być szczęśliwym. Szkoda tylko że on nie był...
4. Man in the mirror - tekst piosenki zachęca nas do zmiany naszego postepowania, rzecz jasna na lepsze...
5. Keep the faith - to chyba najbardziej motywująca piosenka jaką znam. Zawsze pomaga mi uwierzyć w siebie. Tutaj Michael poprawia nam poczucie własnej wartości. uświadamia, że możemy zrobić naprawdę wszystko.
6. Song groove - w niej Mike sprzeciwia się aborcji.
7. They don't care about us - jeden z najbardziej kontrowersyjnych utworów Michaela. Ukazuje w nim problemy rasizmu w USA.
8. Beat It - tekst i teledysk opowiada o porażce i odwadze. Jego sens został wyjaśniony jako „smutny komentarz ludzkiej natury”.
No właśnie. Dość ciekawy temat do poruszenia. Gdy zbliża się jakieś ważne "końskie wydarzenie", w którym mamy brać udział, na przykład zawody, lub jakiś pokaz, bywamy w stajni kilka razy w tygodniu, zazwyczaj dość długo. Tylko jak pogodzić to z codziennymi obowiązkami?
Mniej więcej miesiąc temu byłam w takiej sytuacji. Razem z moją przyjaciółką przyjechałyśmy na jazdę, jak w każdą sobotę, z tym, że cztery godziny wcześniej. Czasem tak robimy, gdy mamy czas, pomagamy wtedy siodłać, czyścić, karmić konie itp. Lubimy spędzać czas w naszej stadninie. Panuje tam świetna atmosfera Jak nie mamy nic specjalnego do zrobienia, to po prostu siadamy sobie w stajni, na sianie i gadamy. Ale nie odchodźmy od tematu... poszłyśmy na ujeżdżalnię, spytać czy mamy osiodłać jakieś konie. I dowiedziałyśmy się, że... zostałyśmy wybrane do pokazu kadryla w mikołajki! Byłyśmy przeszczęśliwe! Tylko jedno ale. treningi trzy razy w tygodniu plus nasze sobotnie jazdy. Wszystko ok, ale trzeba było przekonać rodziców. Nasza instruktorka, pani Kasia, stwierdziła, że powinnyśmy spisać kontrakt.
Pobiegłyśmy napoić konie. Zrobiłyśmy to w ekspresowym tempie, po czym pognałyśmy do kuchni, aby wymyślać kontrakt. Zaczęłyśmy od spisanie rzeczy do których jesteśmy w stanie się zobowiązać. Dezaktywacja konta na facebooku, oddanie komputerów na trzy tygodnie (tyle miało trwać przygotowanie do pokazu), nauka minimum dwie godziny dziennie i poprawa ocen (ja z chemii, a Lusia z angielskiego). Później wszystko dokładnie opisałyśmy w dość oficjalnym stylu.
Później trzeba było opracować plan działania. Moją mamą miał zająć się pan Bartek, a mamą Lusi pani Kasia. Kontrakt leżał gotowy na stole, a my pobiegłyśmy siodłać konie. Miałyśmy mieć jazdę z panią Kasią. Moja mama miała mieć w tym samym czasie lonżę. Z panem Bartkiem, żeby mógł ją przekonać.
Jeździło nam się świetnie, jak zawsze, trochę poskakałyśmy, ale byłyśmy dość zestresowane. Cały czas męczyło nas jedno pytanie: czy rodzice się zgodzą? Miałyśmy nadzieję, że tak. Mniej więcej w połowie jazdy przyszedł pan Bartek. Czyli moja mama musiała już skończyć lonżę. Decyzja już zapadła. Chciałam wiedzieć, ale bałam się odpowiedzi. Spojrzałam wyczekująco na pana Bartka. -Zgodziła się. -odpowiedział z uśmiechem. Byłam przeszczęśliwa. Tylko nie wiedziałyśmy jeszcze, czy mama Lusi się zgodzi...Zadzwonił telefon pani Kasi. Z Lusią nerwowo spojrzałyśmy na siebie. To musiała być ona. Podjechałysmy do siebie, złapałyśmy się za ręce i zaczęłyśmy stępować. Pani Kasia rozmawiała dość długo, co nieco nas zmartwiło. Jednak gdy w końcu skończyła i poinformowała nas, że obie będziemy w pokazie, przytuliłyśmy się, zeskoczyłyśmy z koni i zaczęłyśmy biegać z nimi dookoła ujeżdżalni i przytulać panią Kasię. gdy odprowadzałyśmy konie i natknełysmy się na pana Bartka, też go przytuliłyśmy i zaczęłyśmy mu dziękować.
Udało się przekonać rodziców - pierwszy krok do sukcesu. Perspektywa jeżdżenia cztery razy w tygodniu była bardzo motywująca. Gdy tylko wróciłyśmy ze stadniny, zjadłyśmy razem obiad, Lusia spakowała swoje rzeczy (nocowała u mnie tego dnia), pomogła mi sprzątnąć i poszła do domu (mieszkamy mniej więcej dwie minuty drogi od siebie), ja zabrałam sie do nauki. Musiałam odrobić lekcje na cały tydzień i nauczyć się tego wszystkiego. Łatwo nie było. Jestem w drugiej klasie gimnazjum - 16 przedmiotów podlegających ocenie. W następnym tygodniu czekały mnie trzy duże sprawdziany, musiałam napisać chyba z trzy wypracowania, no i przygotować się na całe mnóstwo kartkówek. Nie odchodziłam od biurka przez kilka godzin. Przestałam się uczyć, dopiero gdy zrobiło się ciemno.
Następnego dnia przed południem miałam jazdę, a całą resztę dnia poświęciłam na sprzątanie pokoju. głównie układanie ubrań, książek itp. Żeby było mi łatwiej szybko się zorganizować, nie tracić czasu na szukanie rozmaitych przedmiotów.
W poniedziałek, gdy poszłam do szkoły usiłowałam słuchać na lekcjach, żeby nauczyć się jak najwięcej i nie męczyć się z tym w domu. Bardzo skuteczny sposób, polecam wszystkim. Na godzinie wychowawczej odrobiłam zadanie z matematyki, bo nie działo się nic ciekawego, ani ważnego, a nie chciałam marnować czasu. Gdy zadzwonił oznaczający koniec ostatniej lekcji, popędziłam do szatni po swoje ubrania i zamiast włuczyć się po sklepach, od razu skierowałam się do domu. Zazwyczaj powrót ze szkoły zajmował mi ponad pół godziny, tego dnia udało mi się wrócić w 15 minut. Szybko zjadłam obiad i zamiast oglądać kolejny głupawy odcinek trudnych spraw, lub czegoś w tym guście zabrałam się za naukę. Po dwóch godzinach przebrałam się w rzeczy do jazdy konnej i pojechałam na trening.
A więc podsumujmy: co należy robić, aby wyrobić się z tymi wszystkimi treningami, szkołą i nauką?
niekorzystanie z komputera, a przynajmniej ograniczenie ilości czasu spędzonego w internecie; zabiera to mnóstwo czasu
zrezygnowanie z oglądanie bezsensownych seriali
utrzymywanie porządku w pokoju (uwierzcie, pomaga to zaoszczędzić mnóstwo czasu)
nauka w weekendy - przykre, ale konieczne, jeśli chcemy się wyrobić :c
nie odkładanie niczego na później
planowanie poszczególnych dni - może warto zainwestować w kalendarz?
A tutaj film z pokazów. Chyba warto było tyle trenować :)
(ja na tym uroczym hucułku, mam zielony sweter :D)
Tak, zamierzam pisać post o chorobie skóry. Dziwne? Może. Jednak ze swoich obserwacji mogę wywnioskować, że większość ludzi nie ma pojęcia o vitiligo i woli wierzyć w wymysły mediów.
Co to jest vitiligo? Rzadka choroba skóry, występuje u około 1-2% populacji. Polega na depigmentacji skóry. Przebieg choroby jest różny, zdarza się, że osoba ma tylko kilka niewielkich plam, ale bywają takrze przypadki, gdzie kolor zmienia cała skóra.
Dlaczego piszę o vitiligo? Dlaczego tak mi zależy na tym, aby ludzie wiedzieli co to za choroba? Cóż, na vitiligo cierpiał między innymi Michael Jackson. Jednak ludzie wymyślili sobie własną wersję - król popu się wybiela.
Dowody, że Michael Jackson się nie wybielił? Proszę bardzo. Po pierwsze: nie istnieje coś takiego jak wybielenie skóry, organizm człowieka nie zniósłby takiej ilości chemii. A jeśli ktoś jest spostrzegawczy, z pewnością zauważył, że już na przełomie lat 70-tych i 80-tych, na skórze Jacksona zaczęły pojawiać się białe plamy.
Poza tym, czy ktoś kto na każdym kroku podkreślał, że kolor skóry nie ma znaczenia, że jest dumny ze swojej rasy, mógłby się wybielić? Nie wydaje mi się.
Jednak ludzie woleli wierzyć w to, co wypisywały gazety... I przy okazji zniszczyć życie niewinnemu człowiekowi...
Jestem wielką fanką Michaela Jacksona. Zaczęłam go słuchać nieco ponad rok temu. Chyba Michael jest jedynym człowiekiem, którego twórczość wywarła na mnie tak duży wpływ. W jego piosenkach, w jego teledyskach widać problemy, na które wcześniej praktycznie nie zwracałam uwagi. Były mi po prostu obojętne. Jakoś specjalnie nigdy nie przejmowałam się rasizmem. Spotkałam kogoś kto nie lubił czarnych- ok, było mi to obojętne. Teraz, strasznie się denerwuję, kiedy słyszę jakieś rasistowskie teksty itp. Jeśli pochodzą one od osób, na które mam w jakimś stopniu wpływ, to próbuję coś zmienić. trochę głupio to brzmi. "Fanka Michaela naprawia świat". Może brzmi głupio. Trudno. Ale to było największe przesłanie Michaela.
Ale moje życie to nie tylko Michael. Moja największa pasja - jazda konna. Jeżdżę mniej więcej półtora roku, i nie chwaląc się, uważam, że jeżdżę całkiem dobrze. Niedawno zaczęłam cwałować. Jakiś czas temu skakałam, mniej więcej sześćdziesiątki, ale przestałam po upadku. Jednak planuje wkrótce do tego wrócić. Niedawno brałam udział w pokazie kadrylu, i generalnie jestem sobą usatysfakcjonowana.
Mam nadzieje, że komuś ten blog przypadnie do gustu. O czym on będzie? Głównie o jeździectwie i o Michaelu Jacksonie.