W tym wpisie zamierzam podsumować wszystkie moje osiągnięcia związane z jazdą konną. Jeżdżę dopiero półtorej roku, więc nie jest tego zbyt dużo, ale kiedyś będzie więcej :) Na pewno :)
----------------------------------------------------------------------------
Zacznijmy może od zawodów? Do tej pory brałam udział tylko w stajennych. Pierwsze były w poprzednie wakacje, jechałam wtedy na koniku polskim - Miłej.
Miałam jechać dopiero pod koniec. Gdy w końcu nadeszła moja kolej zestresowana podeszłam do konia. Szybko wsiadłam, dopasowałam strzemiona i pokłusowałam do lini startu. Wzięłam głeboki oddech... i pojechałam. Na początku musiałam przejechać między bardzo wąsko ułożonymi drążkami. Ważna była dokładność, więc zrobiłam to w stępie. Po chwili ruszyłam galopem, tuz przed drążkami przeszłam do płynnego kłusa. Po pokonaniu przeszkody złapałam butelkę, zrobiłam wolltę i rzuciłam butelką w kierunku specjalnej obręczy. Niestety nie trafiłam. Ruszyłam dalej. Pokonałam dwa drążki i niewielką kopertę kłusem i pogalopowałam dalej. Zwolniłam przed slalomem, który poszedł nam bardzo dobrze. Zajęłam trzecie miejsce.
Moje drugie zawody odbyły się dwa tygodnie po tych pierwszych, również w wakacje. I znowu jechałam na Miłej. Zajęłam wtedy drugie miejsce. Z dniem w którym odbyły się te zawody mam chyba najlepsze wspomnienie z tych wakacji.
Jak układaliśmy na ujeżdżalni tor przeszkód, to nasz instruktor powiedział, że jak odkręcimy wodę, to będziemy mogli go oblać (wężem). Ktoś poszedł odkręcić, ale nasz instruktor cały czas trzymał węża. Zanim polała się woda próbowałam wyrwać węża, ale mi się nie udało Więc oblał nas wszystkich xD Potem poszliśmy po toczki i postanowiliśmy się zemścić Nalaliśmy wodę do kilku ogromnych butli. Wszyscy wzięli wodę i pobiegliśmy na ujeżdżalnię (około 50 m). Ja pobiegłam przodem, wbiegłam na ujeżdżalnię i zgodnie z naszym polanem potknęłam się, przewróciłam na piasek i zaczęłam krzyczeć że strasznie boli mnie noga i nie mogę wstać. Kiedy podszedł do mnie pan Bartek (nasz instruktor) i kucnął przy mnie, oni podeszli go od tyłu i oblali go wodą Ja szybko się odsunęłam (żeby mnie nie zmoczyli), wzięłam jedną z butelek i pobiegłam za panem Bartkiem, który uciekał na pastwisko. Inni też biegli, ale chyba nie mieli już siły bo po chwili nie było ich widać Ja biegłam dalej. Ale okazało się, że on dobiegł do zraszacza. Schowałam się za drzewem. Wiedziałam, że jak tylko wyjdę to skieruje na mnie strumień wody. Ale i tak byłam już cała mokra, więc pobiegłam za nim. Trochę go oblałam, ale on był szybszy Po chwili dobiegł do węża, i zaczął nas wszystkich oblewać. Ale ja i moja przyjaciółka podeszłyśmy od tyłu i całego go oblałyśmy :)
Moim kolejnym sukcesem było dostanie się do hubertusa oraz udział w nim (niestety bez wygranej). W stadninie, w której jeżdżę, tydzień przed hubertusem były zawody - eliminacje do gonitwy kłusowej. Jechałam wtedy na Łotrze. Poszło nam bardzo dobrze. Nie zajęliśmy żadnego miejsca, ale udało nam się zakwalifikować do udziału w hubertusie :) Gdy tylko się o tym dowiedziałam, zaczęłam podskakiwać ze szczęścia i zastanawiać się, gdzie kupić białe bryczesy :)
W zeszłym roku, w listopadzie, mój trener wybrał mnie i moją najlepszą przyjaciółkę do pokazów kadryla w mikołajki. Jeździłam wtedy cztery razy w tygodniu, a pokaz wyszedł nam świetnie, chyba wszystkim się podobało :) To chyba jeden z moich największych sukcesów :) Jechałam wtedy na Sorai - najlepszym hucułku na świecie <3
(mam zielony sweter xD)
Natan. To jeden z najbardziej uroczych, a zarazem złośliwych koni jakie znam. Od razu przypadliśmy sobie do gustu. Ja go uwielbiam. Jest po prostu kochany (a jednocześnie wredny). Od dawna marzyłam o tym, żeby na nim pojeździć. Męczyłam o to instruktorów chyba jakieś trzy, czy cztery miesiące. W sobotę po pokazie wybłagałam pana Bartka, żebym mogła na nim przynajmniej postępować. I w końcu się zgodził =D I w niedzielę, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, pan Bartek pozwolił mi nawet galopować! Byłam przeszczęśliwa. Z Natanem świetnie mi się współpracuje. Kilka razy po prostu się zatrzymywał i nie miał zamiaru iść, ale w końcu jakoś go do tego zmuszałam =) Ma charakter. Nie jest idealny. A ja lubię takie konie. Świetnie mi się na nich jeździ. A podobno ostatnio jeżdżę na nim tylko ja i pan Bartek. Więc naprawdę jestem z siebie dumna. Natan zrzuca itd... A ja jeszcze z niego nie spadłam :)

Tydzień temu, w piątek wygrałam stajenne zawody :) Jechałam na Mitrze, która była zestresowana jeszcze bardziej niż ja. Nie chciała skakać i wyrywała się do przodu. A jednak udało nam się pokonać cały tor bez ani jednego punktu karnego :)

I dzisiaj - kolejne wygrane zawody. Znów na Mitrze :) Zero punktów karnych, poszło nam całkiem nieźle. W czasie tych zawodów spadło dość dużo osób, ja naszczęście nie miałam tej "Przyjemności" :))