Ok, wydaje mi się, że należy wam się trochę wyjaśnień. Nie pisałam postów i nie komentowałam waszych notek. Ale trzy ostatnie miesiące były takie dość nieogarnięte. Musiałam przyzwyczaić się na nowo do tego piekła, które potocznie jest nazywane szkołą. Ciągle miałam jakieś zmiany w planie lekcji. Mam w tym roku egzamin gimnazjalny, więc ciągle piszemy jakieś testy powtórzeniowe i jest tego naprawdę dużo... Cały czas też zastanawiam się nad liceum, chciałabym dostać się do VI LO, ale jeszcze nie zdecydowałam na jaki profil, dlatego chwilowo muszę przykładać się do wszystkiego. Jest tam dość wysoki poziom, dlatego będę starać się o pasek (chociaż szanse są marne...).
Zastanawiam się nad klasą dziennikarską i cały czas zbieram się w sobie na napisanie artykułu do takiej jednej gazety (bo mam taką możliwość). Mam napisać artykuł o Michaelu ale cały czas wkładam w to zbyt dużo emocji, muszę się trochę zdystansować.
Do tego dokładają się treningi w stadninie - bo przygotowujemy pokaz na mikołajki. Aktualnie ledwo co mam czas na jedzenie posiłków o względnie normalnych porach, a co dopiero mówić o pisaniu bloga.
Niektórzy twierdzą, że biorę sobie za dużo na głowę, ale... Ja tego potrzebuję :) Zauważyłam, że zdecydowanie lepiej pracuje mi się pod presją czasu. Teraz jeszcze ograniczyłam korzystanie z facebooka (spędzam na nim max. 5 min dziennie) i myślę, że w końcu uda mi się rozpisać jakiś plan tygodnia i wreszcie się ogarnę :)
Zamierzam też przyłożyć się w końcu do tego bloga. Piszę niezbyt często, ale szczerze mówiąc, to wolę dodawać raz na jakiś czas coś sensownego, niż codziennie pisać coś bez sensu, czego i tak nikt nie będzie miał ochoty czytać.
Teraz - może w skrócie - co u mnie? Ostatnio pisałam o tym, że zdałam na odznakę, a od tego czasu... No, jest kilka sukcesów :)
Pod koniec września były zawody - eliminacje do hubertusa. A jakieś dwa tygodnie przed nimi powiedziano mi, że nie pojadę na Natanie. Ze względów bezpieczeństwa. Mocno się wtedy podłamałam, i kompletnie nie wiedziałam co zrobić. Ale chwilę po tym wrócił mój trener (przez miesiąc go nie było) i udało mi się go przekonać, żebym pojechała na Natanie w zawodach. Byłam przeszczęśliwa. Zakwalifikowaliśmy się do gonitwy i zajęliśmy trzecie miejsce!
Tydzień później pojechaliśmy (ekipa z naszej stajni) na zawody do Bukowiny Tatrzańskiej. Jechałam na koniu, którego widziałam pierwszy raz w życiu na oczy i... zajęłam drugie miejsce :)
Trzy tygodnie temu był hubertus. Spełniło się moje marzenie - jechałam na Natanie! Przed gonitwą byłam w terenie. Natan szalał. Wierzgał i co chwila rzucał się przed siebie galopem. Byłam przerażona i zastanawiałam sie, czy się nie wycofać z gonitwy. Próbowałam się jakoś uspokoić. "Jeśli wygram to dzisiaj, na koniu który dostaje szału i nie chce współpracować, to będzie jeszcze większy sukces, niż zrobienie tego samego na jakimś normalnym koniu" - powtarzałam to sobie wyjeżdżając na pole, gdzie miała być gonitwa. Umierałam ze strachu, a Natan wyczuł moje emocje i strasznie się szarpał. Ale jakoś udało mi się ogarnąć. I... wygrałam.
Jestem naprawdę strasznie dumna! :D
Odchodząc od tematu koni, wracając do nowych sytuacji, to słucham teraz trochę innej muzyki, głównie rocka. Dalej kocham MJ, ale od jakiegoś czasu uwielbiam Queen, Guns N' Roses, AC/DC i trochę Rolling Stones'ów. I jeszcze The Ramones. A mój idealny ideał to Brian May <3
To chyba na tyle, ale mam trochę pomysłów na posty :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz